POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj wydarzenie Dodaj relację Rejestracja Logowanie

 KALENDARZ
INSTYTUCJE KULTURY ▼ KATEGORIE WYDARZEŃ ▼ WYDARZENIA KRONIKA RELACJE NASZ PATRONAT DNI BEZPŁATNE W MUZEACH



  ARCHIWUM  
RELACJE
KRYNICKIE DELICJE,
czyli SPOTKANIA Z ARTYSTĄ
W SALONIE ELŻBIETY GŁADYSZ.
Na marginesie 51. Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju, 12-21 VIII 2017 r.
« start     15/12/2017
Karol Wojtyła po maturze chodził na kremówki. 40-letni kuracjusz Pan Karol po koncertach chodził na "creme de la creme" 51. Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy
-Zdroju, czyli Spotkania z Artystą organizowane w Starym Domu Zdrojowym przez Elżbietę Gładysz.
Przyszły papież, osiągnąwszy wiek dojrzałości, mógł już zakosztować w kremówkach, w których składzie znajdowała się wódka i kilka rodzynek. Pan Karol, osiągnąwszy wiek dojrzały, nie omieszkał, razem ze swoją leciwą mamą, zakosztować w tych festiwalowych słodkościach, w których składzie znalazła się niemal cała festiwalowa śmietanka i kilka operowych, a nawet operetkowych, rodzynek. „Nie tuczą, ale uczą. Przez uszy do duszy” – streścił ich „zawartość kaloryczną” nasz meloman.
Elżbieta Gładysz – Prezesoressa Stowarzyszenia Miłośników Opery „Aria”, aczkolwiek nie wchodząc w rolę serwującej słodkie specjały ekspedientki wadowickiej cukierni, zachwyciła jednak inną kreacją. Ambicją Gładysz było kontynuowanie tradycji spotkań z artystami znanych już od czasów Madame de Pompadour, a na nasz grunt przeszczepionych do radziejowickich salonów hrabiów Krasińskich czy warszawskich: hr. Uruskich, hr. Kossakowskich, hrabiny Heleny Potockiej, słynnej Jadwigi „Dziuni” Juszczewskiej-Deotymy czy burżuazyjnych salonów Kronenbergów, Blochów, Epsteinów, Szlenkierów, Marconich etc. Przypomnijmy, iż dawniej stowarzyszenie, które reprezentuje Gładyszowa nosiło miano: Stowarzyszenie Miłośników Opery Krakowskiej (akronim: SMOK), jednak na skutek turbulencji z dyrekcją OK, nastąpiło charakterystyczne dla kobiet-modliszek odgryzienie głowy samca. Nie wszystko więc było OK!, skoro SMOK szczezł był w oparach SMOA. „Niekiedy pseudodama – jest jak lama. Może opluć” – komentowali ów (bezo)gładyszowy przewrót artyści.
Za entourage salonu artystycznego Elżbiety Gładysz posłużyła empirowa Sala Balowa Starego Domu Zdrojowego przy krynickim deptaku. W eleganckich biedermeierowskich fotelach zasiadła sama Prezesoressa oraz jej zaproszeni goście. Jako była hostelarka z aspiracjami musiała się w nich czuć dobrze, wszak nie raz dla swych gości szorowała fotele, częstując ich chochlą zupy.
Festiwalowa publiczność spragniona żywego kontaktu z operowymi artystami nie wzgardziła tak apetycznym krynickim „ciastkiem” szczelnie wypełniając salę. Ci, którzy nie pomieścili się w Starym Domu Zdrojowym, mogli zasiąść na krynickim deptaku i z telebimu śledzić festiwalowe jour fixe’y, co prawda kontentując się owymi delicjami przez „szybę ekranu”. „To tak samo jak patrzeć na truskawki z bitą śmietaną przez witrynę cukierni, a nie konsumować wewnątrz” – odrzekł skonfundowany Pan Karol, któremu nie udało się wejście na jedno ze spotkań.
Metafora kremówek dobrze się sprawdza, jeśli mówimy o bogatym programie owych Gładyszowych salonowych spotkań z artystą. Rodzynkami w owej kremówkowej masie byli tak znakomici artyści, jak: Francesco Bottigliero – dyrygent, Paweł Muzyka – kompozytor oraz śpiewacy: Agnieszka Wolska (sopran), Edyta Kulczak (mezzosopran), Wojtek Śmiłek (bas), Alexander Pinderak (tenor), Marcin Bronikowski (tenor), Yeyoung Sohn (sopran), Hubert Zapiór (baryton), Tadeusz Kopacki (tenor), Joanna Moskowicz (sopran), Katarzyna Laskowska (sopran), Adam Sobierajski (tenor), Jakub Oczkowski (tenor), Katarzyna Mackiewicz (sopran) oraz gość specjalny Yurij Aleksiejewicz Schwarzkopf – dyrektor Państwowego Teatru Muzycznego w Sankt Petersburgu. Większość spotkań odbywała się przy akompaniamencie Krzysztofa Dziurbiela, który swoimi wytrawnymi paluszkami doskonale ugniatał i pieścił ciasto klawiatury.
Nie sposób oczywiście opisać wszystkich konwersacji, dowcipnych ripost czy repertuaru, wyzwolonego z kuchennych akcesoriów, Gładyszowego salonu. Warto jednak wspomnieć o tych, które przechodzą do historii, zwłaszcza ze względu na swój anegdotyczny kontekst.
Wspomniany Pan Karol, któremu nie udało się wejście na spotkanie z Primadonną Edytą Kulczak, został sowicie wynagrodzony na spotkaniu z Katarzyną Mackiewiczówną. Owa, obdarzona wyjątkowym sex appealem, Primadonna, wykonując arię „Usta milczą dusza śpiewa” z operetki Franza Lehara Wesoła wdówka, tak bardzo się rozochociła, iż usiadła Panu Karolowi na kolanach. Wzbudziło to wśród publiczności ogólny aplauz. Mackiewiczówna ma piękny, mocny głos, monroeową urodę, sceniczny wdzięk i wie, jak z tych atutów korzystać, nie tylko na scenie. To spotkane utkwiło także w pamięci z uwagi na obecność dyrektora Teatru Muzycznego w Sankt Petersburgu – Yurija Aleksiejewicza Schwarzkopfa. Dyrektor opowiadał ze swadą o realizacjach scenicznych (zwłaszcza operetek Hrabiny Marica, czy Bajadery Imre Kálmána, w których Mackiewicz-ówna gra główne role). Najciekawsze jednak zdarzenie miało miejsce za kulisami. Otóż dziękując Prezesoressie za wspaniałe prowadzenie spotkania Schwarzkopf oraz prowadzący wespół z Gładyszową koncert inauguracyjny „Aria dla Krynicy, Dr Dariusz Piotr Klimczak, bez wcześniejszych ustaleń, jednocześnie wyrecytowali a vista na jej cześć słynny wiersz Aleksandra Puszkina „Ja pomniu cziudnaje mgnawienije, piere da mnoj iwiłas’ Ty / kak mimalotnaje vidienie...” (tłum. „Pamiętam to cudowne mgnienie / Kiedy przede mną stałaś ty / Niczym ulotne objawienie / Jak nimfa z delikatnej mgły”). Rusyfikacja z pereelowskiej szkoły nie poszła w las...
Nie lada atrakcją Gładyszowego salonu była Południowa Koreanka Yeyoung Sohn (sopran), która wystąpiła w czwartym dniu festiwalu. Chociaż mam wrażenie, iż uroda Chinek, Japonek, Wietnamek i Koreanek jest spod jednej sztancy, to jednak Sohn wyróżniała się na podeście Sali Balowej Starego Domu Zdrojowego barwą głosu i oryginalnością (zwłaszcza wykonaną po koreańsku „Pieśnią dla Matki”). Paweł Muzyk (nazwisko nomen omen), towarzyszący Koreance, opowiadał zaś o kulisach skomponowania muzyki do Requiem Katyńskiego, które można było usłyszeć w drugim dniu festiwalu. „Długi czas pisałem fragmenty do szuflady. W końcu nadszedł moment, aby zrobić z tego muzykę” – dodał Muzyk. Katowanie jednak Katyniem w wakacyjne niedzielne popołudnie nijak się miało do kiepurowego belcanto i było komentowane przez publiczność, jako chybione repertuarowe faux pas.
Wspomnijmy jeszcze o spotkaniu po koncercie inauguracyjnym („Aria dla Krynicy” z 12 sierpnia 2017, który Prezesoressa prowadziła z Prezessore Fundacji "Maximum" Dr. Dariuszem Piotrem Klimczakiem). Już w pierwszym dniu festiwalu zachwycił publiczność Maestro Francesco Bottigliero dyrygujący orkiestrą „Sinfonietta Cracovia” i Chórem Polskiego Radia. Ów Włoch, zakochany w Polsce i Polce, nauczył się naszego trudnego języka, zdał egzamin państwowy i obecnie stara się o polskie obywatelstwo. Noblista Henryk Sienkiewicz zwykł mawiać, iż „Każdy człowiek ma dwie ojczyzny: swoją własną i Italię”. Maestro Bottigliero zwykł mawiać, iż „Każdy człowiek ma dwie ojczyzny: swoją własną i Polonię”. Dyrygent wywołał tym wyznaniem gromkie brawa, wzbudzając wśród publiczności autentyczny aplauz i sympatię. Okazuje się, iż karierę artystyczną można robić nie tylko na tzw. Zachodzie. Maestro zdobył się również na chwilę wyznania, twierdząc, iż samo dyrygowanie nadweręża staw barkowy. A’ propos, Dr Klimczak pakując się do Krynicy wrzucił bezwiednie do walizki rozgrzewającą maść extra strong na reumatyzm i bolące stawy, tak na vsjeliakij słuczaj. Z jakimże zdziwieniem odebrał tuż przed koncertem inauguracyjnym telefon od Maestro z zapytaniem (zadanym w bezbłędnej polszczyźnie), czy posiada może maść rozgrzewającą extra strong, ponieważ dokucza mu staw barkowy i nie może dyrygować. Oczywiście Klimczak natychmiast dostarczył rzeczoną maść do apartamentu dyrygenta z zaleceniem „Proszę tylko używać od pasa w górę, gdyż strasznie piecze”. W Gładyszowym salonie „dobrze nasmarowany” Maestro popisał się kilkoma kompozycjami swojego autorstwa (m.in. Canzones etc.), a towarzyszyli mu śpiewacy z syndromem „last night”: Agnieszka Wolska, Wojtek Śmiłek, Alexander Pinderak (występujący poprzedniego dnia na koncercie inauguracyjnym). Śmiłek śmiało odśpiewał swoje popisowe role basa (aria Rajmunda z opery Łucja z Lammermooru Gaetano Donizettiego), zaś Pinderak wykonał „Pieśń Johanna” z musicalu Sweeney Todd, arię Caramella z Nocy w Wenecji Johanna Straussa. Jako dedykację dla Prezesoressy wykonał arię Nemorina „Una furtiva lagrima” z Napoju miłosnego Gaetano Donizettiego. Zabrzmiał też nieśmiertelna pieśń „O sole mio” Eduarda Di Capui.
Na marginesie pragnę dodać, iż analizując geniturę i progeniturę tenorów, zauważyłem pewną prawidłowość: ojciec Kiepury był młynarzem, Pavarottiego piekarzem, zaś Pinderaka malarzem. Muzykologom polecam więc napisanie rozprawy: „Wpływ mąki
i malarstwa na kształtowanie głosu tenorowego”.
18 sierpnia 2017 roku oczekiwano przybycia zaburzanki (rodem z Równe na Dawnych Kresach Rzeczypospolitej) Primadonny Delfiny Ambroziak –– solistki Teatru Wielkiego w Łodzi. Gwiazda sumitując się, „nie przypłynęła” jednak do Krynicy-Zdroju. Owe zaburzenia/turbulencje zostały wynagrodzone publiczności objawieniem się Joanny Moskowicz – uczennicy Professoressy Delfiny. Moskowicz – święcąca triumfy partią Królowej nocy na deskach Opery Narodowej w Warszawie, wspominała o cennych radach udzielonych jej przez Professoressę, iż nie należy forsować głosu. A „rzucanie się” na Toskę może skończyć się tragicznie dla śpiewaczki tak samo jak dla głównej bohaterki, która również rzuca się w scenie finałowej... w odmęty Tybru. Należy zatem pozwolić głosowi dojrzeć do pewnych partii. Urocza Moskowicz nie omieszkała wspomnieć o swoim życiu pozascenicznym, o narzeczonym, który jest właścicielem stajni. „Obecnie mam 35 ogierów” – wyznała Primadonna. „O pardon, 36... licząc narzeczonego” – dodał ze swadą Pan Karol. Publiczność obojga nagrodziła gromkim śmiechem i brawami. Wraz ze swoim partnerem scenicznym, Tadeuszem Kopackim (tenor), Moskowicz uraczyła nas kilkoma szlagierami z dzieł Lehara i Starussa.
I wreszcie ostatniego dnia zaszczycili Gładyszowy salon niezmordowani: Katarzyna Laskowska (sopran) i Adam Sobierajski (tenor), którzy przez cały festiwalowy tydzień wcielali się pod krynicką muszlą koncertową w role Márthy Eggerth i Jana Kiepury. Artyści wspólnie wykonali duet „Co się dzieje, oszaleję” z Księżniczki czardasza Imre Kálmá, zaś Sobierajski vel „Kiepura” nieśmiertelny szlagier patrona Festiwalu „Brunetki, blondynki...” (sł. Marcella Halicz, muz. Rober Stolz) z filmu Ich liebe alle Frauen. Owacjom na stojąco nie było końca. Publiczność dopraszała się o autografy solistów, zaś jeden kuracjusz z podziwem i niedowierzaniem spoglądając na Sobierajskiego zapytał „To pan jest synem tego słynnego Kiepury?”.
Pan Karol – wierny bywalec Gładyszowych Spotkań z Artystą zauważył, że choć kawę, poncz, rurki z kremem, lody, ptifurki, bajaderki czy papieskie kremówki można było nabyć w Kawiarni Starego Domu Zdrojowego, to on sam wybrał inne krynickie delicje: „gładyszówki”… Z krynickich słodkości warto też odnotować damę z fraucymeru Prezesoressy Gładysz, Martę Lizak, która niczym Przewodnicząca Komisji Weryfikacyjnej zarzucała przybyłych gości wnikliwymi pytaniami. Wcześniej Marta Lizak uraczyła krynicką publiczność występując jako skrzypaczka w barokowym koncercie „Erbarme dich” w Cerkwi Grekokatolickiej pw. św.św. Piotra i Pawła z udziałem Wiener Solisten Orchester oraz czeskiej solistki: Kateriny Hebelkovej (mezzosopran), która swoim uroczym, wyostrzonym głosem mogłaby heblować drewnianą powałę grekokatolickiej, krynickiej cerkwi. Jak widać, pasja wykonywania muzyki (a także podtrzymywania salonowych konwersacji) idą w parze. Wszak „artystą się nie jest, artystą się bywa!” (C.K. Norwid).
Na koniec mała asocjacja. Podobnież jak w salonie XIX-wiecznej warszawskiej Poetessy Dziuni Juszczewskiej-Deotymy (która na każdy salonowy popis wdziewała inną kreację, zalecając artystkom, aby do jej salonu przychodziły w sukniach błękitnych) po XXI-wiecznej Krynicy krążył anonimowy wierszyk w uwspółcześnionej nieco wersji:
"Przyjdź do mnie Klejnocie
W Żabocie
We fraku
Utrefionym kłaku
Na spotkanie z artystą
Z doborową asystą
Powiodę cię do Gładyszki
Nie zapłacisz żadnej dyszki".
Moda się zmienia, tak jak kreacje prowadzącej krynickie Spotkania z Artystą, Prezesoressy Gładysz, o której żartowano, iż „zmienia kiecki jak markietanka”. Jedno, co pozostaje niezmienne: wdzięk kobiet, dobre wino, krynickie delicje i operowy śpiew.
  















 
 
miejsce wydarzenia:
Krynica-Zdrój, Stary Dom Zdrojowy, 51. Festiwal im. Jana Kiepury
 

http://51.festiwalkiepury.pl/dariuszpiotrklimczak_48_0.html
 


 
 
 
 
ZOBACZ
PROPOZYCJE NA DZIŚ »

 
 

Grażyna Smalej w Pięknym Psie


KRYNICKIE DELICJE,
czyli SPOTKANIA Z ARTYSTĄ
W SALONIE ELŻBIETY GŁADYSZ.
Na marginesie 51. Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju, 12-21 VIII 2017 r.



Nowy katalog IKEA 2018 inspiruje do zmian w domu


Nowe kuchnie dydaktyczne w Centrum Autyzmu


Minigranty IKEA Kraków rozstrzygnięte


Studencki Wieczór z Poezją Śpiewaną z gościnnym udziałem Jurka Bożyka - RELACJA!


Niezwykła lekcja fizyki!


Oszczędzaj na rachunkach za prąd, zamień słońce w energię z IKEA


Staż Aikido - Piotr Nowakowski Sensei 4 Dan


Fundacja Będziemy Rodzicami oficjalnie rozpoczęła swoją działalność


Dzień ONZ w Krakowie


30 minutowa przerwa obiadowa? To możliwe!

 Copyright © 2002-2013


Polskie Niezależne Media
 
Kontakt z Redakcją